Poradniki

Dlaczego tak lubimy symulacje filmów Fujifilm?

Krzysztof Basel / 24.03.2024

Filtry w aparatach cyfrowych to żadna nowość, podobnie fakt, że nikt z nich nie korzysta. Wyjątkiem są symulacje filmów w aparatach Fujifilm, które stały się wręcz cechą rozpoznawczą tej marki. Skąd wzięła się ich wyjątkowa popularność? Czym się od siebie różnią? Jak z nich korzystać? Tym wszystkim, zajmuję się w tym materiale.

Fujifilm X100VI to bez wątpienia bardzo popularny aparat, który kontynuuje hype jego poprzednika. To świetny aparat, który swoją popularność zawdzięcza nie tylko konstrukcji. Jego sekretem są symulacje filmów sprzed lat. W tym artykule zastanawiam się, dlaczego ich symulacje są tak popularne i czym różnią się od zwykłych filtrów konkurencji.

Fujifilm od lat zna się na kolorach

Fujifilm to jedyna firma na rynku, który od lat produkuje zarówno aparaty, obiektywy, jak i materiały światłoczułe, a nawet maszyny do ich wywoływania. Od lat zatem mają ludzi, którzy są specjalistami od kolorów i całego procesu chemicznego do ich uzyskiwania.

Kiedy era filmów tradycyjnych przeminęła (chociaż powoli się odrodziła), Japończycy wciąż mają wiedzę, jak tymi kolorami zarządzać, jak je odtworzyć w cyfrowym świecie oraz nadal produkują świetne aparaty. To oznacza, że ich matryce, aparaty nie tylko dają piękny obrazek, ale oferują coś jeszcze.

Kiedyś, za czasów mojego dziadka, każdy fotograf wiedział, że są osobne filmy o konkretnym charakterze. Inne filmy stosowało się do portretów, krajobrazów, czy sportu. Jedne miały ciepły charakter, inne: chłodny — mówiąc w skrócie. W pewnym stopniu to właśnie w taki sposób dokonywaliśmy wstępnej selekcji barw i charakteru naszych zdjęć, doprawiając całość na etapie wywoływania.

Dzisiejsze aparaty, oferują nam coś zupełnie innego, czyli zapis zdjęć w formacie RAW: całkowicie surowy obraz, bez żadnych ingerencji, preferencji, gotowy do tego, aby go obrobić w komputerze. Oczywiście, każdy aparat, matryca, ma swój określony charakter, ale to nie są ogromne różnice. Potrafią to oczywiście także aparaty Fujifilm, ale oferują coś jeszcze: zestawy symulacji klasycznych filmów, które świetnie emulują dawne czasy. I podobnie jak kiedyś, robią to już w momencie wykonania zdjęcia, dzięki czemu, dostajemy zdjęcia JPEG, gotowe do publikacji czy wydruku.

JPEG SOOC (prosto z aparatu) jest od razu gotowy

To rozwiązanie idealne dla osób, które nie tworzą treści dla klienta, do dalszej obróbki, z troską o maksymalną jakość. To rozwiązanie dla osób, które fotografują z pasji, dla siebie, w wolny czasie, kiedy podróżują czy robią zdjęcia rodziny, na ulicy. Stosowanie takich symulacji, sprawia, że nie musimy tych zdjęć nigdzie potem obrabiać: dostajemy gotowe klatki, które można przesłać na telefon, czy wydrukować. Bez godzin w Lightroomie.

W czasach, kiedy siedzimy przy komputerach dłużej niż kiedykolwiek to idealne rozwiązanie, które od razu mnie do siebie przekonuje. Jako twórca treści, spędzam przed komputerem po 8-10 godzin dziennie. Uwielbiam fotografować, ale myśl o tym, że mam spędzić kolejne godziny w czasie wolnym na obróbce zdjęć z podróży, sprawia, że odwlekam, odwlekam ten moment, aż w końcu tracę zupełnie entuzjazm i chęć do zajęcia się moimi zdjęciami. Zdjęciami, które dały mi tyle frajdy, kiedy wciskałem spust migawki.

Stosując symulacje filmów, od razu otrzymuję gotowe, stylowe obrazki, które mogę automatycznie przesłać do smartfona. I już. Bez godzin w Lightroomie, selekcji, obrabiania. To zostawiam tylko na kilka najlepszych, wybranych klatek, które naprawdę mają jakąś większość wartość. Poza osobistą wartością emocjonalną oczywiście.

JPEG vs HEIF vs RAW

Decydując się na stosowanie symulacji filtrów w aparatach Fujifilm, warto zwrócić uwagę, w jakim formacie je zapisujemy. Moim zdaniem, najlepszym wyborem będzie format HEIF (HIF).

To format zapisu zdjęć, którego pełna standaryzacja nastąpiła w 2015 r., ale popularność zyskał dopiero w 2017 r. kiedy to firma Apple zdecydowała, że stanie się on domyślnym formatem zapisu zdjęć w systemach iOS oraz macOS.

Główną zaletą formatu HEIF w tym kontekście jest fakt, że zdjęcia w nim zapisane, zajmują tyle samo lub mniej miejsca, co JPEG-i. Oferują jednak zapis z 10-bitową głębią kolorów, podczas gdy w formacie JPEG mamy zaledwie 8 bitów. Przekłada się to na możliwość zarejestrowania 1024 odcieni dla kolorów czerwonego, zielonego i niebieskiego, w przypadku 8-bitowej głębi oznacza to tylko 256 stopni jasności dla każdego z tych kolorów. Nic nie tracimy, a możemy zyskać.

Nic nie stoi na przeszkodzie, aby zapisać też zdjęcia RAW z symulacją filmów. Te możemy też zmieniać w komputerze w aplikacji Fujifilm X RAW, mając w pewnym sensie, cyfrowy backup w pełnej jakości.

Symulacje filmów, kontra filtry w innych aparatach

Nie wiem jak wy, ale ja jeszcze nie znalazłem naprawdę dobrze wyglądających filtrów w aparatach innych firm, niż Fujifilm. No może poza konwersją do czerni i bieli: na przykład w Nikonie Zf jest to zrobione naprawdę dobrze. Poza tym, Fujifilm stara się wiernie odtworzyć efekty znany z prawdziwych, istniejących filmów, a nie po prostu nakładać efekt sepii.

Co ciekawe, podobne efekt można uzyskać, stosując przeróżne ustawienia na etapie postprodukcji w Lightroomie. W sieci znajdziecie przecież całą masę sprawdzonych „receptur” na symulacje konkretnych filmów sprzed lat. Zarówno tych oferowanych przez Fujifilm, jak i zupełnie innych. Wielu fanów marki z nich korzysta z powodzeniem. Sęk jednak w tym, żeby mieć możliwość ich stosowania w korpusie, żeby później nie siedzieć przy komputerze.

20 symulacji filmów, a najnowsza Reala Ace to mój ulubiony

W najnowszych aparatach Fujifilm X100VI oraz GFX100II znajdziemy aż 20 symulacji filmów. Wiosną 2024 r. producent obiecał zaktualizować oprogramowanie wewnętrzne pozostałych aparatów Fujifilm najnowszej, piątej generacji, takich jak Fujifilm X-H2, X-H2S, X-T5, czy X-S20, uzupełniając nowe, brakujące symulacje.

Najnowszy z nich, Reala Ace, to mój ulubiony. Zdjęcia nim wykonane, zachowują rzeczywisty wygląd i kolorystykę, ale są nieco stonowane i bardziej „filmowe” niż standardowy profil Provia. Nie są też tak przesadzone jak przy stosowaniu Classic Chrome. Testując X100VI, z chęcią sięgałem także po klasykę, czyli film Velvia — pełen kontrastu i barw. A jakie są wasze ulubione symulacje filmów w aparatach Fujifilm?

Fujifilm X100VI

Fujifilm X100VI

Sprawdź cenę
Fotoforma
Fujifilm X-S20

Fujifilm X-S20

Sprawdź cenę
Fotoforma
Fujifilm X-T5

Fujifilm X-T5

Sprawdź cenę
Fotoforma
Fujifilm X-H2

Fujifilm X-H2

Sprawdź cenę
Fotoforma

Krzysztof Basel

Dziennikarz, fotograf, twórca wideo z ponad 15-letnim stażem. Szef działu wideo w Spider's Web. Fan nowych technologii i nowych smaków z całego świata. Od lat związany z mediami foto i tech oraz branżą e-commerce. Przez niemal dekadę prowadził największy polski serwis o fotografii Fotoblogia.pl (Wirtualna Polska). Publikował w „Szerokim Kadrze", Digital Camera Polska, czy fotopolis.pl. Pracował też dla takich marek, jak Amazon, Allegro, Ceneo, Netguru, Divante czy TotalMoney.pl. Ceni szczery fotoreportaż, architektoniczny minimalizm, zdjęcia pokazujące prawdziwe życie, ale i intrygujące ujęcia z drona, dzięki którym odkrywa otaczający świat na nowo.

Więcej w kategorii: Poradniki

Inspiracje

Zwycięskie filmy konkursu „Minuta z życia”

Poradniki

Zróbmy trochę dymu! Sesja, poradnik i test dymiarki SmokeGENIE

Poradniki

Złota i niebieska godzina w fotografii. Czy to najlepszy czas na zdjęcia?

Rzetelne testy naszych specjalistów

Testy

3 Legged Thing Punks 2.0 – sprawdzamy nowe zbuntowane statywy

Poradniki

3 powody, dlaczego warto wybrać karty pamięci Angelbird

Testy

4 powody, dla których Fujifilm X-T4 to mistrz uniwersalności

Zapisz się do newslettera

i bądź na bieżąco